Naczelny ma głos


Gruba kreska

Obserwując ostatnio przebieg obrony prac magisterskich na polonistykach UW i UP, serce się radowało jak chętna jest pracy i twórczych poszukiwań nasza młodzież, jak ciekawe a potrzebne dla naszej przeszłości tematy dobiera, jak mądrych ma opiekunów i wykładowców, aby te właśnie a nie inne związane z naszym terenem tematy sugerować, aby wspólnie wysnuć rzeczowe i przyszłościowe wnioski. Cieszy również, że są jeszcze Polacy naukowcy nie zrzeszeni w Stowarzyszeniu Naukowców Polaków ( prezes J. Wołkanowski), które wraz z kilkoma innymi polskimi organizacjami jest aktualnie zajęte utrudnianiem działalności polskiej Szkoły Średniej im. Wł. Syrokomli i jej dyrektora, stanowczo trzymającego się raz danego wyborcom słowa, że po wyborach będzie współpracował z litewską prawicą w zarządzaniu miastem, nie baczą na to, że Akcja nieoczekiwanie dla ludności polskiej i wyborców zmieniła wbrew przedwyborczym obietnicom swoją orientację z "chrześcijańskiej prawicy" na postkomunistyczną lewicę.

Obserwując od ponad trzech lat proces spełzania większości polskich organizacji społecznych do roli bezwolnych satelitów Akcji, spiesznie opublikowany na łamach "Kur. Wil." w dniu 17 czerwca br., a histerycznie brzmiący apel, zachęcający do dezorganizowania działalności polskiej szkoły, zaaprobowany także przez "Macierz Szkolną" (?!) (J. Kwiatkowski), Uniwersytet Polski (?!) (r. Brazis), Katolickie Stowarzyszenie (?!) (prezes nieznany), Teatr Polski (?!) (I. Litwinowicz), Agencję Rozwoju (?!)(A. Brodawski), Warszawską Fundację "Samostanowienie" (?!) (St. Pieszko), Związek Polskich Malarzy "Elipsa" (?!) (W. Ławrynowicz), Stowarzyszenie Polskich Medyków (?!)(Br. Siwicka), Wydawnictwo Polskie w Wilnie (?!) (M. Mackiewicz) itp., wyraźnie stanowi "grubą kreskę" i zamyka pewien etap ich tak zw. działalności, bo ich liderzy nie umiejąc i nie chcąc pracować dla społecznego dobra, ograniczają się do populistycznych haseł i akcji, utrudniając i wyhamowując rozwój naszego społeczeństwa i wszelkich zdążających ku temu zdrowych inicjatyw i poczynań. Po upolitycznieniu, wbrew statutom, swojej działalności, utraceniu ustawowej samodzielności i niezależności i po wspólnym zaatakowaniu jednej z najlepszych polskich szkół - stały się one już tylko nikomu niepotrzebną atrapą organizacji społecznych, na zmianę którym powinny, naszym zdaniem, przyjść nowe, mobilne, z konkretnym celem działania organizacje, które uniezależnione od urzędników i polityków, bez możliwości manipulowania ze strony warszawskiej "Wspólnoty", podejmą się niegłośnej pracy u podstaw, a której wystarczy dla wszystkich i na kilka pokoleń.

Dziś wobec różnych opinii i ocen szczególnie nieszczerze brzmią słowa tych, którzy razem z Tomaszewskim, Janusauskiene i Balcewiczem w dniu 3 kwietnia 2000 roku wspólnie uderzyli w Związek Polaków na Litwie, będącym w tym czasie przeciwwagą dla Akcji, chroniącym inne polskie organizacje i dającym im możliwość samodzielnego nieskrępowanego działania. Wtedy był początek - dzisiaj mamy finał niekontrolowanej społecznie działalności zamkniętej grupki działaczy Akcji, którzy czując całkowitą bezkarność, zaczęli już wtedy wyraźnie działać na szkodę polskiego społeczeństwa. Muszą na siebie wziąć znaczną część odpowiedzialności również "Kur. Wil" i radio "Znad Wilii", które promowały nieprawne metody działania, eksponując nieustannie powyższe i inne osoby, działalność których służyła osłabianiu i podziałom w polskim społeczeństwie.

Jedno jest pewne, że chcąc budować tu naszą przyszłość i trwałą obecność - nie można czynić tego w obłudzie i zakłamaniu, nie można nawoływać polskich dzieci do polskich szkół, jednocześnie atakując niewybrednie te szkoły, nie można przeprowadzać konkursów na najlepszą polską szkołę, jednocześnie próbując szelmować właśnie tych najlepszych. Jeżeli chcemy, żeby polskie społeczeństwo na Litwie było szanowane - sami zachowujmy się godnie.

Ryszard Maciejkianiec

Nasz Czas 23/2003 (612)